„Wszystko inne pozostaje niespełnione, jeśli zawodzimy w rodzinie.”
To zdanie Baracka Obamy wraca do mnie zawsze wtedy, kiedy myślę o ojcostwie na emigracji, bo naprawdę można bardzo dużo robić dla rodziny, a jednocześnie z miesiąca na miesiąc coraz mniej naprawdę z nią być.
Myślę, że wielu ojców na emigracji niesie w sobie bardzo podobne doświadczenie, nawet jeśli opowiedzieliby je innymi słowami.
Z jednej strony jest realne poczucie obowiązku, presja utrzymania rodziny, potrzeba odnalezienia się w nowym kraju, budowania pozycji zawodowej, udowodnienia sobie i światu, że ta decyzja miała sens.
Z drugiej strony jest życie rodzinne, które nie zatrzymuje się ani na czas adaptacji, ani na czas ważnego projektu, ani na czas kolejnego etapu kariery. Dzieci nadal potrzebują rozmowy, obecności, przewidywalności i zwykłej codziennej bliskości, partnerka nadal potrzebuje nie tylko wdzięczności za to, że ogarnia, ale realnego współdźwigania życia, a ojciec, który naprawdę chce być odpowiedzialny, często znajduje się właśnie pomiędzy tymi dwoma światami: światem pracy, która pochłania, i światem domu, który domaga się nie tylko pieniędzy, ale także serca, uwagi i czasu.
Badania nad migracją, akulturacją i rodzicielstwem pokazują, że migracja wpływa na parenting, zwiększa stres rodzicielski, może utrudniać czas z dziećmi i destabilizować relacje rodzic–dziecko, choć jednocześnie może też otwierać rodzinie dostęp do nowych zasobów i nowych sposobów budowania życia.
Właśnie dlatego nie chciałabym pisać o ojcostwie na emigracji w kontekście „trzeba być bardziej obecnym!”.
Większość ojców, z którymi rozmawiają ich partnerki, dzieci albo terapeuci, nie znika z życia rodzinnego dlatego, że nie kocha. Znika raczej dlatego, że w pewnym momencie praca zaczyna zajmować tak dużo miejsca psychicznego, że po drodze coraz mniej zostaje już na rodzinną obecność. To nie zawsze oznacza fizyczną nieobecność, czasem ojciec codziennie wraca do domu, je kolację z rodziną, odwozi dzieci, robi zakupy, a jednak z perspektywy relacyjnej jest coraz dalej, bo jest zmęczony, rozdrażniony, rozproszony, reaguje półsłówkami, szybciej się irytuje, słabiej słyszy, co naprawdę dzieje się w dziecku i partnerce. Dziecko nie czyta tego językiem dorosłych, nie myśli: „tata doświadcza przewlekłego konfliktu praca–dom”.
Niejedne badania wskazują, że zaangażowanie ojca wiąże się z lepszym dobrostanem emocjonalnym dzieci, lepszym rozwojem poznawczym i lepszym funkcjonowaniem szkolnym, a znaczenie ma nie tylko sam fakt obecności, ale również jej jakość.
To ważne szczególnie na emigracji, bo dziecko i tak żyje już w warunkach podwyższonej zmiany, uczy się nowego świata, nowych zasad, nowego języka albo nowych odcieni języka, nowych zwyczajów, nowych kodów społecznych, czasem szybciej niż rodzice rozumie otoczenie, a czasem przeciwnie — potrzebuje dużo więcej czasu, niż dorośli zakładali. Dla części dzieci emigracja staje się ciekawym doświadczeniem rozwojowym, dla części obciążeniem, które długo pozostaje niewidoczne. Badania i opracowania o dzieciach w migracji pokazują, że sam proces migracji i akulturacji jest osobiście transformujący, a jakość relacji rodzinnych i rodzicielskiej dostępności ma dla dziecka istotne znaczenie ochronne. Innymi słowy, kiedy świat na zewnątrz staje się bardziej nieprzewidywalny, relacja z rodzicem tym bardziej powinna dawać doświadczenie stabilności.
Co właściwie oznacza odpowiedzialność ojca na emigracji? Czy chodzi wyłącznie o to, żeby utrzymać rodzinę, spłacić mieszkanie, zbudować pozycję, wykorzystać szansę, nie zawieść i dowieźć? Czy może odpowiedzialność jest czymś szerszym i obejmuje także to, w jakim stanie psychicznym wracam do domu, ile mnie naprawdę jest dla dziecka, czy umiem odłożyć telefon, czy mam w sobie przestrzeń na rozmowę, czy moje dziecko zna mnie nie tylko jako człowieka od obowiązków, ale jako osobę, przy której może się regulować i czuć bezpiecznie?
Badania nad konfliktem praca–rodzina pokazują, że kiedy napięcie między pracą a domem rośnie albo utrzymuje się długo, pogarsza się funkcjonowanie rodzinne, wzrasta napięcie między rodzicami, obniżają się zasoby rodzicielskie, a skutki mogą być widoczne także w zdrowiu psychicznym dzieci. Podobne wnioski płyną z analiz skoncentrowanych na ojcach: większe przeciążenie na styku pracy i rodziny wiąże się z mniej korzystnymi wzorcami rodzicielstwa, podczas gdy bardziej zrównoważone łączenie ról wspiera zaangażowanie ojca.
Na emigracji ten temat jest jeszcze bardziej czuły, bo praca często staje się nie tylko źródłem dochodu, ale także głównym miejscem zakorzenienia ojca. To ona daje strukturę dnia, pozycję, język sprawczości, społeczne uznanie i poczucie, że „wiadomo, po co tu jesteśmy”. Dla wielu mężczyzn to właśnie praca jest pierwszym obszarem, w którym zaczynają się osadzać po przeprowadzce, co zresztą jest zrozumiałe. Problem pojawia się wtedy, gdy cała reszta życia zaczyna się do tej pracy dopasowywać tak bardzo, że dom funkcjonuje już głównie wokół niej, partnerka przejmuje coraz więcej niewidzialnej organizacji, dzieci uczą się nie przeszkadzać, weekend staje się czasem odsypiania albo nadrabiania zaległości, a relacja ojca z dziećmi coraz bardziej przesuwa się z poziomu więzi na poziom logistyki.
W przeglądach dotyczących rodzin ekspackich wyraźnie podkreśla się, że rodzina nie jest dodatkiem do kariery międzynarodowej, lecz współuczestnikiem całego procesu adaptacyjnego, a dobrostan partnera i dzieci ma znaczenie dla funkcjonowania całej rodziny. W badaniach z 2025 roku dotyczących partnerów towarzyszących pokazano z kolei, że stresory pozazawodowe, takie jak izolacja, utrata wsparcia czy codzienny stres adaptacyjny, są istotnie związane z ich dobrostanem. To oznacza, że praca jednego rodzica nigdy nie istnieje w próżni, lecz zawsze działa w systemie.
Jak zatem partner, tata dzieci może wspierać Cię w życiu na migracji?
Wspierający partner na emigracji to nie tylko człowiek odpowiedzialny finansowo, to także człowiek, który rozumie, że rodzina nie potrzebuje wyłącznie bezpieczeństwa ekonomicznego, ale też relacyjnego i psychicznego, ten który nie traktuje domu jak zaplecza swojej kariery, tylko jak wspólną przestrzeń życia, za którą oboje odpowiadacie. Powodzenie wyjazdu rodziny nie zależy wyłącznie od adaptacji zawodowej pracownika expata, lecz od funkcjonowania całego układu rodzinnego.
A dobre funkcjonowanie obu partnerów oznacza współodpowiedzialność za dzieci i dom, także wtedy, gdy jedna osoba pracuje więcej albo zarabia więcej, oznacza chronienie czasu partnerki na odpoczynek, własną pracę, rozwój albo zwykłe bycie poza rolą organizatorki cudzego życia, oznacza też rezygnację z cichego założenia, że skoro kariera ojca w tym momencie jest „na pierwszym planie”, to reszta rodziny ma po prostu wytrzymać. A to świadczy o … ojrzałości relacyjnej.
Jak Ty możesz wspierać robiącego karierę partnera bez przekraczania swoich granic?
Na emigracji wiele kobiet bardzo szybko wchodzi w tryb przetrwania, w którym potrzeby męża i jego pracy zaczynają wyznaczać rytm całego domu. Dzieje się to czasem bez jednego wielkiego konfliktu, raczej po cichu: najpierw trochę więcej bierzesz na siebie, potem jeszcze trochę, potem uczysz się nie mówić, że jest Ci trudno, potem odkładasz własne sprawy „na później”, aż w końcu sama już nie wiesz, w którym momencie przestałaś być jedną z osób w tej rodzinie, a stałaś się głównie osobą od podtrzymywania wszystkiego. Zdrowe wspieranie nie może tak wyglądać, bo wsparcie, które wymaga chronicznego przekraczania siebie, bardzo często kończy się złością, wyczerpaniem albo emocjonalnym odcięciem. Dobrostan partnera towarzyszącego nie jest luksusem, tylko jednym z realnych zasobów całego systemu.
Dlatego wspieranie partnera bez przekraczania własnych granic oznacza przede wszystkim zgodę na to, że Twoje potrzeby nadal są ważne, że potrzebujesz czasu, wsparcia, wpływu, sensu, czasem pracy, czasem własnej przestrzeni, czasem zwyczajnie odpoczynku, że możesz widzieć, ile jego kariera od niego wymaga, a jednocześnie nazywać to, ile od Ciebie wymaga ten układ rodzinny, że możesz wspierać, nie milcząc. Możesz rozumieć, nie godząc się na wszystko, możesz być po jego stronie, nie porzucając siebie. Właśnie taka postawa nie osłabia relacji, tylko daje jej szansę przetrwać dłużej niż jeden intensywny sezon zawodowy.
Jak zadbać o relację z dziećmi na emigracji, kiedy praca pochłania.
Dzieci zwykle nie potrzebują przede wszystkim wielkich gestów, idealnych weekendów ani perfekcyjnie zorganizowanego „czasu jakościowego”. One potrzebują przewidywalnej obecności, potrzebują wiedzieć, kiedy tata naprawdę jest ich, potrzebują doświadczać, że można do niego przyjść nie tylko wtedy, gdy wszystko jest spokojne i poukłądane. Dzieci potrzebują kontaktu, który się powtarza, a nie tylko prób nadrabiania nieobecności. Z badań nad zaangażowaniem ojców wynika, że znaczenie ma nie tylko ilość czasu, ale też sposób jego przeżywania i regularność relacji. To daje ojcom coś bardzo ważnego: więź z dzieckiem możecie zatem budować codziennie, malutkimi gestami, uważnością, obecnością.
Jeżeli jesteś ojcem i czujesz, że praca wciąga Cię za bardzo, to nie zaczynaj od nierealistycznej obietnicy, że od jutra będziesz miał dużo więcej czasu.
Zacznij od pytania, gdzie w Twoim tygodniu może pojawić się stała, nieprzesuwalna przestrzeń dla dziecka. Dla jednego ojca będzie to wspólne śniadanie dwa razy w tygodniu, dla innego wieczorne czytanie, dla jeszcze innego codzienny spacer z psem tylko z jednym dzieckiem albo telefon z delegacji zawsze o tej samej porze. Dzieci bardzo dobrze reagują na rytuały, bo rytuały dają przewidywalność, a przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa. I nie chodzi tu o perfekcję. Chodzi o powtarzalność. Lepiej dać dziecku coś małego, ale pewnego, niż dużo obiecywać i ciągle przesuwać bliskość na później. Wniosek ten nie wynika z jednego prostego eksperymentu, ale jest logiczną konsekwencją badań pokazujących, że ojcowska dostępność, stabilność relacji i niższy poziom przeciążenia na styku pracy i domu sprzyjają lepszemu funkcjonowaniu rodziny i dzieci.
Druga rzecz jest jeszcze prostsza, ale psychologicznie ogromnie ważna: odkładaj telefon i wracaj do dziecka i ciałem i swoją uwagą. Dla dziecka naprawdę duże znaczenie ma to, czy ojciec patrzy mu w oczy, czy słucha do końca, czy pamięta, o czym była wczorajsza rozmowa, czy zadaje pytanie z ciekawością, a nie z obowiązku. W wielu domach największym konkurentem dzieci nie jest dziś nawet sama praca, tylko praca, która stale przecieka do domu przez urządzenia, napięcie i gotowość do bycia „jeszcze kawałek” w trybie zawodowym. Tymczasem relacja nie buduje się na resztkach uwagi ale gdy dziecko czuje, że na kilka minut naprawdę przestaje przegrywać z wszystkim innym. Dzieci potrzebują ojca, który interesuje się ich światem.
Trzecia rzecz to umiejętność naprawiania. Ojciec nie musi być idealny, ma prawo być zmęczony, popełniać błędy, czasem reagować zbyt ostro, czasem zawieść, czasem się spóźnić, czasem czegoś nie zauważyć. I to wszystko nie przekreśla relacji, albowiem to, co ją najbardziej osłabia, to raczej brak powrotu po takim zerwaniu. Dziecko nie potrzebuje doskonałego ojca, ale potrzebuje ojca, który potrafi przyznać: „byłem dziś obok ciebie tylko częściowo”, „zareagowałem zbyt ostro”, „nie dotrzymałem słowa”, „widzę, że cię to zraniło”. W praktyce terapeutycznej to właśnie te małe akty naprawy bardzo często robią ogromną różnicę, bo uczą dziecko, że bliskość nie kończy się w momencie błędu, ona może być naprawialna.
Czwarta rzecz to przyjęcie, że bycie obecnym ojcem nie wymaga czekania na idealny etap życia. Wielu ojców nosi w sobie myśl: „jak tylko ustabilizuje się praca”, „jak tylko skończy się ten projekt”, „jak tylko minie ten trudny czas”, „jak tylko będziemy bardziej urządzeni, to będę bardziej obecny”. Problem polega na tym, że życie bardzo rzadko naprawdę się zatrzymuje i nagle robi miejsce na wszystko. Dużo częściej trzeba tę obecność wyjmować z realnego, niedoskonałego życia, a nie czekać, aż pojawi się sama. To może brzmieć wymagająco, ale niesie też ulgę: nie musisz najpierw zostać idealnie ułożonym, wypoczętym i całkowicie dostępnym człowiekiem, żeby zacząć dbać o relację z dzieckiem. Możesz zacząć dziś, od małego kawałka obecności, od jednego przewidywalnego rytuału, od jednej szczerej rozmowy z partnerką, od jednego wieczoru, w którym praca nie dostaje już wszystkiego.
Badania o zaangażowaniu ojców i o rodzinach migracyjnych nie dają prostego przepisu na idealne ojcostwo, ale bardzo wyraźnie podkreślają ogromne znaczenie ojca – jego obecność, styl reagowania, zdolność do łączenia odpowiedzialności zawodowej z odpowiedzialnością relacyjną.
Zatem mała zmiana od już w stronę większej obecności naprawdę może pracować na korzyść dziecka i całej rodziny.
Bibliografia
- Aegerter, K. H., Meyer, A. H., Gaab, J., & Ooi, Y. P. (2025). Expatriation stressors and the well-being of accompanying partners: A commonality analysis approach. Frontiers in Psychology, 16, 1607178.
- Bornstein, M. H., & Bohr, Y. (2020). Immigration: Acculturation and parenting. Encyclopedia on Early Childhood Development.
- Chung, H. (2021). Shared care, fathers’ involvement in care and family well-being outcomes: A literature review. UK Cabinet Office.
- Dinh, H., Cooklin, A. R., Leach, L. S., Westrupp, E. M., Nicholson, J. M., & Strazdins, L. (2017). Parents’ transitions into and out of work-family conflict and children’s mental health: Longitudinal influence via family functioning. Social Science & Medicine, 194, 42–50.
- Kaczmarska, R., & Ono, M. (2022). Migration trends and families (UN DESA Policy Brief No. 133).
- Filipič Sterle, M., Fontaine, J. R. J., De Mol, J., & Verhofstadt, L. L. (2018). Expatriate family adjustment: An overview of empirical evidence on challenges and resources. Frontiers in Psychology, 9, 1207.
- Bond, S. (2019). The essential role of the father: Fostering a father-inclusive practice approach with immigrant and refugee families. Journal of Family Social Work, 22(1), 101–123.
- Obama, B. (2013, May 19). Remarks at Morehouse College commencement ceremony.

