Jak emigracja wpływa na więzi rodzinne i jak je pielęgnować? – 15 maja Międzynarodowy Dzień Rodziny

ecxpat coaching psycholog marta lenarczyk psychoterapeuta kryzs na walizkach
15 maja, w Międzynarodowy Dzień Rodziny, łatwo ulec pokusie prostych obrazów. Rodzina przy stole. Rodzina na spacerze. Rodzina, która „trzyma się razem” niezależnie od okoliczności. A przecież życie rodzinne bardzo rzadko wygląda jak nieruchome zdjęcie. Dużo częściej przypomina żywy organizm: reaguje na zmianę, napięcie, stratę, nadzieję, zmęczenie, nowe role i nowe języki. W 2026 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych przypomina, że rodziny są „central enablers of social development”, czyli centralnym ogniwem rozwoju społecznego, a tegoroczna obserwancja koncentruje się na nierównościach i dobrostanie dzieci. To ważny kontekst także dla rozmowy o emigracji, bo właśnie w doświadczeniu migracji jak w soczewce skupiają się pytania o bezpieczeństwo, przynależność, relacje i odporność psychiczną całego systemu rodzinnego.

Emigracja nie jest tylko zmianą adresu, ani wyłącznie logistyką, pakowaniem pudeł, poszukiwaniem szkoły i wypełnianiem formularzy. 

Z psychologicznego punktu widzenia jest często głęboką zmianą kontekstu życia. Zmienia codzienny rytm, sieć wsparcia, język, pozycję zawodową, poczucie sprawczości, a czasem także status ekonomiczny i społeczny. WHO podkreśla, że zdrowie psychiczne osób migrujących kształtują stresory obecne na wszystkich etapach drogi: przed wyjazdem, w trakcie przemieszczania się, po przyjeździe oraz w procesie osiedlania się. Należą do nich między innymi niepewność prawna, bariery językowe, gorsze warunki życia lub pracy, rozłąka z bliskimi, izolacja społeczna, doświadczenia dyskryminacji oraz trudności w dostępie do pomocy. To oznacza, że rodzina na emigracji nie funkcjonuje w próżni. Ona buduje swoją codzienność w warunkach podwyższonego obciążenia adaptacyjnego.

A jednak nie chciałabym pisać o emigracji wyłącznie językiem ryzyka, bo to byłoby zbyt płaskie i po prostu nieprawdziwe. Migracja może być spełnieniem marzeń, szansą rozwoju, decyzją podjętą z miłości, troski o dzieci albo z pragnienia spokojniejszego życia. Może też być jednocześnie szansą i stratą. Właśnie ta ambiwalencja jest jednym z najważniejszych doświadczeń rodzin migrujących: można cieszyć się nowym początkiem i jednocześnie opłakiwać to, co zostało za sobą. Można być wdzięczną za bezpieczeństwo i równocześnie tęsknić za językiem, w którym mówiło się najczulej. Można wiedzieć, że wyjazd był „dobrą decyzją”, a mimo to przechodzić przez kryzys. Psychologia migracji od dawna opisuje to napięcie między adaptacją a utratą, między rozwojem a żałobą kulturową. WHO zaznacza przy tym wyraźnie, że wiele reakcji emocjonalnych po migracji — smutek, niepokój, drażliwość, problemy ze snem, poczucie bezradności — mieści się w obszarze zrozumiałego dystresu i nie musi oznaczać zaburzenia psychicznego.

W rodzinie ta ambiwalencja niemal nigdy nie rozkłada się po równo. Jedna osoba może szybciej wejść w nowy świat, druga dłużej pozostawać w żałobie po starym. Jedno dziecko może chłonąć język i nowych znajomych z ogromną lekkością, inne reagować wycofaniem, bólami brzucha lub złością. Ktoś robi karierę zawodową, a ktoś inny tymczasowo traci swoje zawodowe „ja”. Ktoś czuje ekscytację, ktoś poczucie niesprawiedliwości. Badania nad funkcjonowaniem rodzin emigracyjnych i ekspackich pokazują, że adaptacja nie dotyczy wyłącznie jednostki wyjeżdżającej do pracy, lecz całego systemu rodzinnego: partnera lub partnerki, dzieci, relacji małżeńskiej, relacji rodzicielskich i organizacji życia rodzinnego. W literaturze coraz wyraźniej podkreśla się, że powodzenie emigracji nie zależy tylko od tego, czy „poradzi sobie osoba wyjeżdżająca”, ale od tego, jak poradzi sobie rodzina jako całość.

Jednym z pierwszych miejsc, w których emigracja odciska swój ślad, jest relacja partnerska. Nawet bardzo kochające się pary bywają zaskoczone tym, jak szybko po przeprowadzce uruchamiają się napięcia wokół rzeczy pozornie prozaicznych: kto załatwia urzędy, kto zostaje z dzieckiem, kto ma dostęp do pieniędzy, czyja kariera jest teraz „ważniejsza”, czyje zmęczenie bardziej uprawnione. To nie musi oznaczać kryzysu miłości. Często oznacza po prostu kryzys struktury. Stary podział ról przestaje działać, a nowy nie został jeszcze wspólnie uzgodniony. Badania nad rodzinami ekspackimi pokazują, że partnerzy towarzyszący w przeprowadzce mogą doświadczać szczególnego obciążenia: utraty własnej sieci wsparcia, przerwania ścieżki zawodowej, samotności, spadku poczucia sensu i zależności ekonomicznej. Nowsze badania wskazują także na znaczenie takich czynników, jak izolacja społeczna, brak wsparcia, dystans kulturowy i ogólny poziom stresu, które silnie wiążą się z dobrostanem partnerów towarzyszących. Z kolei tam, gdzie pojawia się realne wsparcie społeczne i organizacyjne, adaptacja rodziny przebiega lepiej.

To bardzo ważne, bo w wielu rodzinach migracyjnych kryzys partnerski nie bierze się z „braku miłości”, ale z przeciążenia i z niewidzialności. Partnerka, która z zewnątrz „ma przecież łatwiej, bo nie pracuje”, może dźwigać samotność, odpowiedzialność za emocje dzieci, obcość językową, trud nawiązywania relacji i ból po utracie dawnej tożsamości. Partner, który „ma dobrą pracę”, może czuć ogromną presję finansową, winę wobec rodziny i konieczność bycia silnym za wszelką cenę. W praktyce terapeutycznej widać, że pary często zaczynają wracać do siebie dopiero wtedy, gdy przestają licytować się na cierpienie i zaczynają uznawać, że każde z nich płaci swoją cenę za tę zmianę. Emigracja obnaża relacyjną prawdę: nie wystarczy mieć wspólny cel, trzeba jeszcze umieć wspólnie nieść koszt jego realizacji. To właśnie dlatego tak ważne stają się rozmowy nie tylko o zadaniach, ale o znaczeniach. Nie tylko: „kto odbierze dziecko”, ale także: „co ta przeprowadzka robi z tobą?”, „za czym tęsknisz?”, „co dziś było dla ciebie najtrudniejsze?”. W badaniach nad rodzinami emigracyjnymi i imigranckimi stale powraca wątek jakości relacji rodzinnych i spójności jako czynnika ochronnego dla dobrostanu.

Drugim ogromnie ważnym obszarem jest relacja rodzic–dziecko. Tu emigracja działa czasem bardzo subtelnie, a czasem bardzo gwałtownie. Dziecko w nowym kraju często szybciej uczy się języka, wcześniej zaczyna rozumieć lokalne kody społeczne, szybciej orientuje się w kulturze szkoły. Rodzic może wtedy przeżywać coś trudnego do nazwania: dumę pomieszaną z utratą autorytetu. Dziecko staje się „bardziej kompetentne” w nowym świecie, a rodzic — przynajmniej chwilowo — bardziej zależny, bardziej zagubiony, czasem bardziej zawstydzony. Badania nad tzw. luką akulturacyjną między rodzicami a dziećmi pokazują, że różnice w tempie i kierunku przystosowania kulturowego mogą wpływać na relacje międzypokoleniowe, a w określonych warunkach wiązać się także z trudnościami emocjonalnymi dzieci i młodzieży. W klasycznym badaniu rodzin chińskich imigrantów wyższa rozbieżność poziomu akulturacji między ojcami a nastolatkami wiązała się istotnie z nasileniem objawów depresyjnych u młodzieży. Nowsze badania i przeglądy systematyczne potwierdzają, że same „różnice kulturowe” nie są jeszcze wyrokiem, ale stają się ryzykowne wtedy, gdy idą w parze z pogorszeniem komunikacji, konfliktem, obniżeniem jakości rodzicielstwa lub poczuciem wzajemnego niezrozumienia.

W praktyce oznacza to coś bardzo konkretnego. Nie chodzi tylko o to, że dziecko po kilku miesiącach zaczyna odpowiadać w innym języku. Chodzi o to, że zaczyna żyć w dwóch porządkach znaczeń jednocześnie. W domu słyszy: „u nas robi się to tak”, a w szkole doświadcza: „tu robi się to inaczej”. W domu obowiązują inne zasady bliskości, posłuszeństwa, samodzielności, relacji z autorytetem czy wyrażania emocji, niż te, które wzmacnia otoczenie. Dla części dzieci to rozwijające. Dla części przeciążające. Dzieci i nastolatki z rodzin migrujących często stają się tłumaczami nie tylko języka, ale całych światów. Przekładają listy ze szkoły, zasady systemu, normy rówieśnicze, niepisane kody. Kiedy to obciążenie staje się zbyt duże, może pojawić się parentyfikacja: dziecko przejmuje zadania psychologicznie lub praktycznie zbyt dorosłe jak na swój wiek. Badania nad dziećmi migrantów pokazują też, że doświadczenia rodziców — ich stres, trauma, przeciążenie, depresyjność i jakość rodzicielstwa — mają istotne znaczenie dla zdrowia psychicznego dzieci. Innymi słowy: dzieci nie adaptują się „same”. Adaptują się w relacji.

Szczególnie bolesnym doświadczeniem są sytuacje, w których emigracja oznacza realną rozłąkę. Nie zawsze przecież rodzina wyjeżdża razem. Czasem najpierw wyjeżdża jedno z rodziców. Czasem dzieci zostają na jakiś czas z dziadkami. Czasem procedury, finanse lub status prawny wydłużają rozłąkę bardziej, niż planowano. W polityce migracyjnej rodzina bywa traktowana zbyt wąsko, a procesy łączenia rodzin nadal są w wielu krajach utrudnione. UN DESA zwraca uwagę, że obecne polityki tylko częściowo sprzyjają łączeniu rodzin i integracji, a w części państw europejskich definicja rodziny ograniczana jest do rodziny nuklearnej, dodatkowo obwarowanej kryteriami dochodowymi czy językowymi. Z perspektywy psychologicznej to nie jest drobny szczegół administracyjny. To kwestia bezpieczeństwa więzi.

Skutki rozłąki rodzinnej nie zawsze są od razu widoczne. Czasem dziecko „działa normalnie”, ale staje się bardziej czujne, szybciej wybucha albo gorzej śpi. Czasem po połączeniu rodziny pojawia się zaskakujący chłód, złość, a nawet odrzucenie. To nie musi oznaczać braku więzi. Często oznacza, że więź była przez długi czas utrzymywana w warunkach tęsknoty, niepewności i idealizacji, a po spotkaniu musi zostać zbudowana na nowo, już w realnej codzienności. Badania pokazują, że dzieci, które były rozdzielone z rodzicami w kontekście migracji, częściej doświadczają trudności emocjonalnych i behawioralnych, a w niektórych analizach także słabszych wyników w obszarze funkcjonowania szkolnego. Systematyczny przegląd i metaanaliza dotyczące dzieci pozostających w kraju pochodzenia wskazały na istotne zdrowotne koszty migracji rodzicielskiej, a WHO wyraźnie zaleca unikanie separowania rodzin i dzieci jako element ochrony zdrowia psychicznego migrantów.

Warto też powiedzieć głośno o dzieciach, które nie są rozdzielone z rodziną, ale dorastają „pomiędzy światami”. Literatura opisuje je często jako third culture kids — dzieci, które znaczną część dzieciństwa spędzają w kulturze innej niż kraj pochodzenia rodziców lub własne obywatelstwo. To grupa niezwykle różnorodna. Wiele z tych dzieci rozwija ponadprzeciętną elastyczność, kompetencje międzykulturowe, otwartość, zdolność uczenia się i poszerzone rozumienie świata. Ale równocześnie część z nich płaci za to cenę w postaci częstszych strat relacyjnych, trudności z poczuciem zakorzenienia, zmęczenia ciągłym żegnaniem i pytaniem: „skąd właściwie jestem?”. Przegląd systematyczny badań nad third culture kids pokazuje, że adaptacja tej grupy zależy od wielu czynników: wieku dziecka, liczby przeprowadzek, jakości wsparcia rodzinnego, funkcjonowania szkolnego i szerszego systemu relacji. To kolejny raz potwierdza, że dla dzieci kluczowy nie jest sam fakt „międzynarodowego życia”, lecz to, czy mają przy sobie stabilne, responsywne dorosłe osoby oraz przewidywalne rytuały bezpieczeństwa.

I właśnie tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania: co naprawdę pomaga pielęgnować więzi rodzinne na emigracji? Nie ma jednej recepty, bo nie istnieje jedna emigracja ani jedna rodzina. Ale badania i praktyka pokazują bardzo wyraźnie kilka wspólnych kierunków.

Pierwszy z nich to świadome uznanie, że każdy członek rodziny przechodzi własną wersję tej samej zmiany. To brzmi prosto, ale w codzienności bywa zaskakująco trudne. Rodziny często wpadają w pułapkę wspólnej narracji: „wszyscy jesteśmy wdzięczni”, „wszyscy chcieliśmy tego wyjazdu”, „przecież to dla naszego dobra”. Takie zdania mogą być prawdziwe, a jednocześnie niewystarczające. Między „to była dobra decyzja” a „jest mi z tym ciężko” nie ma sprzeczności. Dziecko nie musi wybierać między lojalnością wobec rodziców a tęsknotą za dawnym domem. Partnerka nie musi wybierać między wspieraniem męża a opłakiwaniem własnych strat. Partner nie musi wybierać między ambicją a przyznaniem się do przeciążenia. Rodzina staje się silniejsza nie wtedy, gdy wszyscy czują to samo, ale wtedy, gdy jest przestrzeń na to, że czują różnie. W badaniach dotyczących akulturacji, stresu migracyjnego i spójności rodzinnej wielokrotnie wraca myśl, że to nie różnica sama w sobie jest problemem, lecz brak bezpiecznego sposobu jej pomieszczenia w relacji.

Drugi kierunek to budowanie rodzinnych rytuałów, które przywracają przewidywalność. Migracja rozregulowuje wiele naturalnych kotwic: nie ma „tej samej drogi do szkoły”, „tej samej babci w niedzielę”, „tego samego zapachu domu”, „tych samych świąt u cioci”. Dla psychiki, szczególnie dziecięcej, przewidywalność jest jednym z filarów poczucia bezpieczeństwa. Dlatego tak duże znaczenie mają małe, ale powtarzalne formy bycia razem: piątkowa kolacja bez telefonów, sobotni spacer, wieczorne pytanie „co dziś było trudne, a co dobre?”, niedzielne naleśniki, wspólne oglądanie zdjęć z dawnego miejsca, rytuał pożegnań i rytuał powrotów. To nie są „drobiazgi”. To są sygnały dla układu nerwowego: świat się zmienił, ale my nadal jesteśmy dla siebie przewidywalni. Badania nad interwencjami rodzinnymi dla rodzin migrantów i uchodźczych podkreślają znaczenie praktyk wzmacniających komunikację, organizację życia rodzinnego i rodzicielską responsywność.

Trzeci kierunek to ochrona relacji partnerskiej jako osobnej przestrzeni, a nie tylko centrum zarządzania logistyką. To jedna z najczęstszych strat po emigracji: para przestaje być parą, a staje się duetem do spraw przeżycia. Rozmowy krążą wokół przedszkola, ubezpieczenia, najmu, podatków, kierowcy autobusu, szczepień, grafików i list zakupów. To oczywiście potrzebne. Ale jeśli relacja ma pozostać żywa, potrzebuje także rozmów niezadaniowych. Potrzebuje miejsca na czułość, humor, seksualność, złość, bezradność i wzajemne zaciekawienie. W rodzinach migrujących to szczególnie trudne, bo przeciążenie odbiera energię na bliskość. Tym bardziej warto traktować czas tylko dla pary nie jako luksus, ale jako inwestycję w stabilność całego systemu rodzinnego. Badania nad rodzinami ekspackimi i partnerami towarzyszącymi konsekwentnie pokazują, że dobrostan partnerów oraz dostęp do wsparcia społecznego i instytucjonalnego wpływają na szersze przystosowanie rodziny.

Czwarty kierunek to odważne rozmawianie z dziećmi o stracie, a nie tylko o możliwościach. Dorośli często z najlepszych intencji próbują „sprzedać” przeprowadzkę w pakiecie z optymizmem: nowe miejsce, nowe przygody, nowa szkoła, nowi przyjaciele. Ale dzieci potrzebują również usłyszeć, że wolno im tęsknić, złościć się i nie wiedzieć, czy to wszystko lubią. Potrzebują dorosłych, którzy nie będą gasili emocji zdaniem: „przecież tu jest lepiej”. Dla dziecka może być obiektywnie bezpieczniej, nowocześniej, spokojniej — a równocześnie boleśnie mniej swojsko. Uznanie straty nie osłabia adaptacji. Ułatwia ją. Dziecko, które ma prawo powiedzieć „brakuje mi mojego pokoju, kuzynki, psa sąsiadów, ulubionego placu zabaw”, zwykle łatwiej buduje relację z nowym miejscem niż dziecko, które ma czuć wyłącznie wdzięczność. Nowsze badania nad zdrowiem psychicznym dzieci migrantów pokazują, że ogromne znaczenie ma klimat rodzinny i jakość rodzicielskiej odpowiedzi na stres.

Piąty kierunek to uważność na tempo akulturacji i odmienne style adaptacji. Jedna osoba będzie szukała kontaktu z lokalnymi ludźmi od pierwszego tygodnia, inna najpierw potrzebuje społeczności własnojęzycznej. Jedno dziecko szybko zacznie mówić w nowym języku i nawet wstydzić się starego akcentu, inne przez długi czas będzie milczeć w szkole. Jedna osoba będzie chciała celebrować lokalne zwyczaje, inna mocniej wracać do tradycji z kraju pochodzenia. To wszystko może współistnieć. Problem zaczyna się wtedy, gdy rodzina zaczyna moralizować różnice: „za mało się integrujesz”, „za bardzo żyjesz przeszłością”, „dziecko musi szybciej się dostosować”, „nie możesz ciągle siedzieć z Polakami”, „nie możesz ciągle mówić po polsku”. Badania nad luką akulturacyjną rodzic–dziecko pokazują, że napięcia narastają szczególnie wtedy, gdy różne tempo adaptacji przeradza się w konflikt tożsamościowy lub relacyjny. Znacznie lepiej działa ciekawość niż presja. Pytanie: „czego potrzebujesz, żeby poczuć się tutaj choć odrobinę bardziej u siebie?” jest zwykle o wiele bardziej regulujące niż komunikat: „musisz się w końcu przyzwyczaić”.

Szósty kierunek to traktowanie wsparcia społecznego jako potrzeby psychicznej, nie jako dodatku. Jednym z najsilniej powtarzających się wniosków z badań nad migracją jest rola wsparcia: społecznego, sąsiedzkiego, szkolnego, wspólnotowego, organizacyjnego. WHO wskazuje wspólnotę i uczestnictwo społeczne jako ważny czynnik ochronny. Badania dotyczące matek na emigracji i partnerów towarzyszących pokazują, że postrzegane wsparcie społeczne ma realny związek z dobrostanem i procesem adaptacji. To znaczy, że pytanie „czy mamy do kogo zadzwonić, kiedy dziecko zachoruje?”, „czy jest ktoś, kto zaprosi nas na herbatę?”, „czy mamy tu choć jedną bezpieczną osobę?” nie jest pytaniem towarzyskim. Jest pytaniem o zdrowie psychiczne rodziny. Czasem budowanie takiego wsparcia wymaga ogromnej pokory i cierpliwości. Ale naprawdę warto je traktować priorytetowo. Nie dopiero wtedy, gdy jest już bardzo źle.

Siódmy kierunek to świadome dbanie o język więzi. I nie chodzi mi tylko o język narodowy. Chodzi o sposób, w jaki dom mówi do swoich członków. Emigracja bywa brutalna dla codziennej łagodności. W stresie szybciej wydajemy polecenia niż wyrażamy czułość. Szybciej poprawiamy niż zauważamy. Szybciej organizujemy niż słuchamy. Tymczasem więź budują często bardzo drobne, ale powtarzalne komunikaty: „widzę, że ci ciężko”, „to ma sens, że tęsknisz”, „dziękuję, że się starasz”, „nie musisz być dzielna cały czas”, „jesteśmy w tym razem”, „nie wszystko musi się udać od razu”. W rodzinach dwujęzycznych czy wielojęzycznych szczególnego znaczenia nabiera również zgoda na to, że język emocji może nie nadążać za językiem funkcjonowania. Dziecko może świetnie radzić sobie w szkole w nowym języku, a w chwilach stresu potrzebować czułości w języku domu. To nie jest „cofanie się”. To często naturalny powrót do języka bezpieczeństwa.

Ósmy kierunek to szybkie sięganie po pomoc, zanim kryzys stanie się chroniczny. To jeden z najbardziej praktycznych wniosków płynących z badań nad rodzinami migrantów i uchodźczymi. Interwencje rodzinne, programy wsparcia rodzicielskiego, działania psychoedukacyjne i podejścia wzmacniające komunikację oraz regulację stresu mogą realnie poprawiać funkcjonowanie rodzin. Przeglądy dotyczące rodzin uchodźczych i migrujących pokazują, że szczególnie obiecujące są formy pomocy angażujące nie tylko jednostkę, lecz rodzinę jako system: rodziców, dzieci, relacje, codzienne praktyki i otoczenie społeczne. To ważne także dla rodzin, które nie spełniają kryteriów „dużego kryzysu”. Nie trzeba czekać na załamanie, poważny konflikt czy objawy kliniczne. Czasem wystarczy, że w domu jest stale za dużo napięcia, za mało oddechu i coraz mniej poczucia bycia razem. Wtedy konsultacja psychologiczna, wsparcie rodzicielskie czy praca nad komunikacją bywają nie tyle „ostatnią deską ratunku”, ile mądrą profilaktyką więzi.

W Międzynarodowy Dzień Rodziny warto więc powiedzieć coś prostego, ale bardzo ważnego: emigracja nie niszczy więzi automatycznie. Ona je wystawia na próbę. A próba może prowadzić zarówno do pęknięć, jak i do pogłębienia relacji. To, co przesądza o kierunku, rzadko sprowadza się do „siły charakteru” czy „pozytywnego myślenia”. Znacznie częściej decydują o tym warunki, w jakich rodzina próbuje się zakorzenić: bezpieczeństwo, wsparcie, czas, język, uznanie strat, jakość komunikacji, czułość wobec odmiennych temp adaptacji i gotowość do szukania pomocy. Rodzina na emigracji nie potrzebuje być idealna. Potrzebuje być wystarczająco bezpieczna, by każdy jej członek mógł powiedzieć: „tu mogę wrócić, nawet jeśli świat wokół jest nowy”. I może właśnie to jest najpiękniejsza definicja pielęgnowania więzi pośród zmian: nie zatrzymać burzy, ale stać się dla siebie miejscem, w którym można ją wspólnie przeczekać.

Na koniec wraca do mnie myśl Viktora E. Frankla, że miłość pozwala zobaczyć w drugim człowieku nie tylko to, kim jest teraz, ale także to, kim może się stać. W doświadczeniu emigracji ta perspektywa jest szczególnie cenna. Bo czasem bliska osoba przez pewien czas nie przypomina samej siebie: jest bardziej lękowa, drażliwa, zmęczona, zamknięta albo nadmiernie zadaniowa. Pielęgnowanie więzi nie polega wtedy na tym, by wymuszać dawną wersję tej osoby, ale by pomóc jej przejść przez zmianę z zachowanym poczuciem godności i przynależności. Miłość w migracji nie zawsze wygląda romantycznie. Czasem wygląda jak cierpliwość. Jak powtarzalność. Jak zgoda na łzy dziecka. Jak wspólne szukanie szkoły, terapeuty, przyjaciela, ulubionego chleba i nowych świątecznych rytuałów. Jak codzienne, ciche przypominanie sobie: dom to nie tylko miejsce. Dom to relacja.

Bibliografia 

  1. Bunn, M., Zolman, N., Polutnik Smith, C., Khanna, D., Hanneke, R., Betancourt, T. S., & Weine, S. (2022). Family-based mental health interventions for refugees across the migration continuum: A systematic review. SSM – Mental Health, 2, 100153.
  2. Bhugra, D. (2005). Migration, cultural bereavement and cultural identity. World Psychiatry, 4(1), 18–24.
  3. Dillon, F. R., De La Rosa, M., & Ibañez, G. E. (2013). Acculturative stress and diminishing family cohesion among recent Latino immigrants. Journal of Immigrant and Minority Health, 15(3), 484–491.
  4. Fellmeth, G., Rose-Clarke, K., Zhao, C., Busert, L. K., Zheng, Y., Massazza, A., Sonmez, H., Eder, B., Blewitt, A., Lertgrai, W., Orcutt, M., Ricci, K., Mohamed-Ahmed, O., Burns, R., Knipe, D., Hargreaves, S., Abbas, M., Blanchet, K., & Devakumar, D. (2018). Health impacts of parental migration on left-behind children and adolescents: A systematic review and meta-analysis. The Lancet, 392(10164), 2567–2582.
  5. Frankl, V. E. (2009). Człowiek w poszukiwaniu sensu. Warszawa: Czarna Owca.
    (oryg. wyd. 1946)
  6. Hamari, L., Konttila, J., Saarto, T., Solin, P., & Pakarinen, A. (2022). Parent support programmes for families who are immigrants: A scoping review and narrative synthesis. Journal of Immigrant and Minority Health, 24, 1053–1069.
  7. Harris, K. M., Chen, Q., Moen, P., & Umberson, D. (2023). The acculturation gap of parent-child relationships in U.S. immigrant families: A national study. Family Relations, 72(5), 2459–2478.
  8. Ibañez, G. E., Dillon, F., Sanchez, M., & De La Rosa, M. (2015). Changes in family cohesion and acculturative stress among recent Latino immigrants. Journal of Ethnic & Cultural Diversity in Social Work, 24(3), 219–234.
  9. Jones, E. M., Reed, M., Gaab, J., & Ooi, Y. P. (2022). Adjustment in third culture kids: A systematic review of literature. Frontiers in Psychology, 13, 939044.
  10. Kim, S. Y., Chen, Q., Wang, Y., Shen, Y., & Orozco-Lapray, D. (2009). Parent-child acculturation, parenting, and adolescent depressive symptoms in Chinese immigrant families. Journal of Family Psychology, 23(3), 426–437.
  11. Kaczmarska, R., & Ono, M. (2022). Migration trends and families (UN DESA Policy Brief No. 133). United Nations Department of Economic and Social Affairs.
  12. Mak, C., & Wieling, E. (2022). A systematic review of evidence-based family interventions for trauma-affected refugees. International Journal of Environmental Research and Public Health, 19(15), 9361.
  13. Shah, D., de Oliveira, R. T., Barker, M., Moeller, M., & Nguyen, T. (2022). Expatriate family adjustment: How organisational support on international assignments matters. Journal of International Management, 28(2), 100880.
  14. Shukla, S., Smith, R. J., Burik, A., Browne, D. T., & Kil, H. (2025). When and how do parent-child acculturation gaps matter? A systematic review and recommendations for research and practice. Clinical Psychology Review, 117, 102568.
  15. Sterle, M. F., Fontaine, J. R. J., De Mol, J., & Verhofstadt, L. L. (2018). Expatriate family adjustment: An overview of empirical evidence on challenges and resources. Frontiers in Psychology, 9, 1207.
  16. Van Hook, J., & Glick, J. E. (2020). Spanning borders, cultures, and generations: A decade of research on immigrant families. Journal of Marriage and Family, 82(1), 224–243.
  17. World Health Organization. (2025). Refugee and migrant mental health. Geneva: WHO.

 

Podziel się tym wpisem:

Poprzednie wpisy

Scroll to Top