MOJA HISTORIA
Życie jako emigrantka nigdy nie było moim marzeniem, aczkolwiek uwielbiałam podróżować, a jako studentka również mieszkać za granicą. Uwielbiałam obserwować ludzi i smakować ich kulturę, poznawać ich i stawać się elementem ich społeczności. Wszystko na tyle bezpiecznie i nie na tyle głęboko, aby nie zaburzać własnego poczucia tożsamości, mając z tyłu głowy, że w zasadzie zaraz wracam do siebie. Lubiłam życie na walizkach, ale też wiedziałam, gdzie mam dom i korzenie. W moich marzeniach nigdy nie byłam ekspatką… ja nawet nie wiem, czy miałam w ogóle świadomość, co to jest za życie i co oznacza dla tegoż właśnie ekspata.
Pierwszy raz na poważnie spotkałam się z zagadnieniem ekspatów podczas mojej pracy w międzynarodowej firmie. Poznałam wielu obcokrajowców, pracujących dla nas w Polsce, ale miałam też znajomych, którzy przenieśli się do pracy w innych krajach. Wizja tego “niby” wspaniałego życia zaczęła mi się klarować, nadal jednak dość mgliście.
Obserwowałam baczniej ich życie za granicą i wpływ, jaki miało ono na nich samych, ich rodziny i partnerów.. Obserwowałam, jak ich zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie wpływało na ich pracę, efektywność oraz jak relokacja zmieniała ich samych.
Po wielu latach pracy w korporacji miałam okazję skonfrontować swoją wizję życia na emigracji z rzeczywistością. Stałam się ekspatką, małżonką i mamą w jednym, a wkrótce … bezrobotną….
Najważniejsze elementy mojego życia miały wkrótce wywrócić się do góry nogami. Praca, która była nieodzowną częścią mnie, całkowicie zniknęła, ponieważ podążałam za mężem i jego karierą. Narodziłam się również jako mama i … jak się potem okazało – bezrobotna ekspatka.
Przez pierwsze lata naszego ekspackiego życia zmienialiśmy kraje, w których mieszkaliśmy dość często. Były to Niemcy, Austria i na koniec Czechy. Pozornie, wszystkie zdawały się być bardzo podobne kulturowo do Polski. Jakże się wtedy myliłam! Inne życie tam, kultura, podejście do ludzi i w pewnym momencie przerażająca mnie samotność, na którą jako początkująca matka nie byłam gotowa, spotęgowało szok kulturowy i doprowadziło do pierwszego tak poważnego kryzysu w moim życiu.
Z perspektywy czasu myślę, że doświadczałam kryzysu naturalnego dla młodej matki, ale również kryzysu straty po tym życiu, które znałam i w którym odnajdywałam się najlepiej. Doświadczyłam również straty bliskich osób, które albo nie mogły albo nie chciały kontynuować znajomości na taką odległość. Huśtawki nastrojów, strach i entuzjazm, złość i smutek i… ta straszna samotność… Cóż, generalnie było to coś, czego się nie spodziewałam.
Jako mama emigrantka doświadczyłam wielu nowych wyzwań, które prawdopodobnie nigdy nie byłyby tak frustrujące, gdybym mieszkała w moim rodzinnym kraju. Ale też przewartościowałam to, co ważne dla mnie, a także miałam okazję przyjrzeć się swojej tożsamości, kulturze i przekonaniom. Z jednej strony było to budujące doświadczenie, z drugiej bardzo bolesne. Utrata pewnej części marzeń, planów czy chociażby konieczność, w pewnym stopniu, transformacji samej siebie i prywatnie i zawodowo – kosztowała wiele.
Zajęło mi prawie rok, aby naprawdę zacząć cieszyć się faktem, że mieszkam za granicą. Na początku jednak musiałam pokonać w sobie przekonanie, że wcale nie muszę sama wszystko dźwigać na swoich barkach i że nie zawsze muszę sama być wytrwała. Musiałam nauczyć się prosić o pomoc, ale też i szybciej otwierać się na nowych ludzi i zaprzyjaźniać w krótkim czasie. Nie musiałam być samotna. Ważnym momentem było także to, że zaakceptowałam fakt i dałam sobie prawo do poczucia straty i do tego, że mogę być w kryzysie. Istotnym elementem było także zrozumienie, że przynależność jest tam gdzie ja sama ze sobą czuję się dobrze, a nie tam gdzie kulturowo są moje korzenie.
Poznałam wiele innych międzynarodowych rodzin, miałam też okazję poznać ich wszystkie wyzwania. Nie tylko moja wizja, ale także prawdziwe doświadczenia życiowe i cały ocean historii, historii życia wspaniałych ekspatek, które utknęły w nowym życiu bez energii do rozwoju, popchnęły mnie do szukania pomysłu na stworzenie wsparcia dla nich.
Jednocześnie zauważyłam, jak mylne jest postrzeganie życia ekspata przez inne osoby i jak często nie daje się nam (ale i sami sobie nie dajemy) przestrzeni, aby pokazać czym tak naprawdę jest rzeczywistość ekspata. Przecież, patrząc powierzchownie… mamy wszystko czego nam trzeba – świetne szkoły dla dzieci, dobry dom i firmę, która płaci za większość rzeczy. Mało kto patrzy na… emocjonalne koszty tej zmiany, a tym bardziej na długofalowe konsekwencje decyzji o zmianie kraju i ewentualne koszty kolejnych przeprowadzek.
To, co mi najbardziej pomagało to spotkania innych ekspatów. Na mojej drodze do nowej siebie spotkałam pediatrę – Polkę – również żyjącą na emigracji. Jej towarzyszenie mi w moim macierzyństwie dało mi siłę i przypomniało o moich umiejętnościach oraz potencjale i wytrwałości,, które we mnie są. Przejście poszczególnych kryzysów umocniło mnie i …pozwoliło odnaleźć moją misję.
Odkryłam, co zawodowo jest moją pasją. Pomaganie, towarzyszenie w rozwoju i odkrywaniu radości życia w nowym kraju stało się moim powołaniem. A wspieranie kobiet w kryzysie, którego prędzej czy później doświadczą na emigracji to moje wyzwanie najważniejsze w tej pasji. Moja praca nigdy nie była tak znacząca.
Po wielu latach spędzonych na uczeniu się profesjonalnego wsparcia, m.in. z zakresu coachingu czy interwencji kryzysowej, dziś wspieram kobiety na emigracji w określaniu siebie na nowo, tworzeniu i radowaniu się nowym życiem. Wspieram również rodziny, szykujące się do wyjazdu, ale i do powrotów z emigracji, które również nie są łatwe. Towarzyszę w transformacjach, kryzysach i we wzrastaniu, sama czując się spełniona i zmotywowana do dalszego rozwoju. Rozwinęłam skrzydła na emigracji i wiem, że gotowa jestem lecieć w kolejne miejsca, a życie na walizkach jest dla mnie szansą, a nie ograniczeniem. Tego też uczę moje klientki.